...Sto lat temu zamieściłam na tymże blogu post niezwykle straszliwy i wymagający od czytelnika nie tylko umiejętności czytania, ale również bardzo mocnych nerwów. Post ów traktował o mojej niezwykle urodziwej kuchni. Dla tych co nie pamiętają i nie chcą wracać do postu sprzed stu lat, przypominam, że kuchnia owa posiadała niezwykle ciekawą wizualnie podłogę, interesujące mebelki i wyjątkowej urody ściany. Zamieściłam wówczas kilka fotek tego szczególnego miejsca... kilka, bo nie chciałam przyprawiać moich czytelników o zapaść. W sumie jednak żaluję, że było ich tylko kilka, tym bardziej, że wszystkie pozostałe zarchiwizowane fotografie owego niezwykle charakternego miejsca zginęły nieodwracalnie wraz ze śmiercią poprzedniego twardego dysku. Przypominam, że kuchnia moja wyglądała wówczas tak:
* * *
... About a hundred years ago I wrote on this blog a post, a very scary post. One that would require from the reader not only the ability to read, but also strong courage. The said post was showing my kitchen - it was a very special place, with "lovely" flooring, "fabulous" cabinets, and "extremely beautiful" walls. I also included a few pics of this amazingly fantastic place... only a few, because I didn't intend to be responsible for my readers' visit to an Intensive Care Unit. However, today I do regret I hadn't posted more, especially since all the other photographs of this full of character place vanished for eternity with the death of my old hard drive. So just as a reminder - a hundred years ago my kitchen used to look like this:
Klejnocik, nieprawdaż??? Czy ktoś się zatem dziwi, że kuchnia w stanie jak wyżej doprowadzała mnie do łez co rano, południe, i wieczór??? Na szczęście pewna moja bardzo sprytna blogowa koleżanka w swojej niezwykłej mądrości i dobroci zaproponowała mi pewne rozwiązanie. Rozwiązanie na tyle fantastyczne, że po zgromadzeniu odpowiednich materiałów (takich jak zlewozmywak, kran, nowa podłoga...) dokonałam przy pomocy mojego nieocenionego vonZeala zmian. Po tychże zmianach kuchnia prezentowała się znacznie lepiej....
* * *
A jewel, isn't it? So can anyone be surprised that this kitchen in the state shown above made me cry every morning, every noon, and every evening???? Fortunately, one of my very smart blogging friends, suggested a solution. Her plan was so great, that soon, after gathering some essential materials (new sink, and tap, and new flooring....) my lovely vonZeal and I made some changes. After these our kitchen looked a touch better....
Może zmiany nie są spektakularne, ale dla mnie moi mili ta kuchnia (po doświadczeniach z tym co było wcześniej) okazała się być najcudowniejszą kuchnią na świecie, nawet z brakującymi szufladami :)
I tak sobie używałam mojej najcudowniejszej na świecie kuchni przez jakieś pięćdziesiąt lat, po czym doszłam do wniosku, że nie mogę juz dłużej zdzierżyć tych drewnopodobnych frontów. I..... po jakichś kolejnych dwudziestu latach podjęłam męską decyzję - maluję:)
* * *
Of course, I understand some will say the change is not spectacular at all, but believe me, after what I was forced to cook in, this kitchen was like a dream come true... even with some missing drawers, hahaha.
So I was happily using my new, lovely, and eventually practical kitchen for another fifty years or so, until I decided I just can't cope anymore with these awful wanna-be-wood cabinets. And.... I decided to paint:)
No i teraz jest tak:
* * *
And now it looks like this:
Zdecydowałam, że na szafkę z psim i kocim jedzonkiem nie będę zakładać drzwi (i tak brakowało do niej szuflady) - Dionizy bowiem od czas do czasu, jak to mądry pies, łapą opazurzoną domaga się karmienia. Drzwi zatem podrapane by były co nieco niemal natychmiast. Ale że dobrze wychowanym psem Dionizy jest i jak DyziowaMamanie da to sam nie weźmie, postanowiła że wystarczającym zakrywaczem psich ciasteczek okaże się kurtynka:) I właśnie kurtynka jest w planie na najbliższe dni:)
Chciałam jeszcze powiedzieć, że kuchnia moja nowa, najpiekniejsza i najurokliwsza pojawi się jak mniemam jeszcze nie raz, bo już zorientowałam się, że bez wartwy lakieru ochronnego jednak się nie obejdzie. Tym samym czeka mnie jeszcze raz ściąganie drzwiczek i maźnięcie ich lakierem:) Pokażę jak zrobię (może to jednak troche potrwać, bo muszę czekać na słoneczny i bezwietrzny dzień, co - jak stali bywalcy mojego bloga wiedzą - jest tutaj rzadkością). No i kurtynka się musi zrobić - pokażę jak będzie:) No i jeszcze lampki podszafkowe.....I jeszcze bym chciała wiszące półki na tej łysej ścianie na talerze na przykład (bo mi miejsca w szafkach brakuje), i.... Oj, duzo jeszcze roboty przede mną....
* * *
I decided not to put doors on the "dog and cat food cabinet" (it was missing the drawer anyway). Diesel the Dog, being a very wise dog, tends sometimes to show when he is hungry and needs a biscuit:) So the door would be slightly (!!) scratched in no time. However, as he is a very well behaved dog, he will not take food out of the cupboard on his own, which made me conclude, that a simple hessian curtain will be just enough! So the curtain is my DIY plan for next few days:)
I also wanted to say, that my new, the most lovely kitchen will appear here more than once, as I have already realised that a layer of laquer will be essential... So I will have to take the doors off again and put on a layer of laquer - I will show when I finish (you might have to wait a bit though, because I will need to do it on a sunny and windless day, which is pretty rare occurance here). And I have to make that curtain - I will show when I make it:) And some lighting... Oh, and some shelves on that aubergine wall I would like to put some plates on, as I don't have enough space in the cupboards:), and..... Oh, dear, no mercy for the wicked...:)


















































