Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nearby beauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nearby beauty. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 maja 2013

Majowy weekend... / May Bank Holiday



Długi majowy weekend w UK, choć krótszy niż ten ojczysty, bo trwający tylko sobotę, niedzielę i poniedziałek obfitował w pogodę iście letnią:) Słońce świeciło cudownie, delikatny wiaterek chłodził rozgrzane głowy, kilka kropel deszczu w nocy z soboty na niedzielę cudownie odświeżyło roślinność:) W sobotę niestety mimo tak cudownej aury zmuszona byłam pozostać w czeluściach Moorlandowej chałupy - zmogła mnie bowiem migrena :( Natomiast w niedzielę udaliśmy się na wędrówkę. No bo jak się nie udać, jak za progiem takie widoki..... i cisza.... i spokój.... i żywej duszy w promieniu kilku mil:)

* * *

Long May weekend, although significantly shorter than the one they had in Poland (the Polish one started on the 1st of May and streached until Sunday) was absolutely gorgeous weatherwise. The sun was shining lovely, a gentle breeze was cooling hot heads, warm rain at night refreshed greenery around:) Bliss.... Unfortunately, due to unforseen headache I had to stay at home on Saturday, but on Sunday we decided to do a bit of walking... Because you simply can't stay in if you have views like that just round the corner - peace, quiet and not a living soul in a few mile radious:) 

 
 

A w poniedziałek udaliśmy się do niedalekiej wsi Iddlesleigh, gdzie odbywał się festyn z okazji majowego weekendu:) Jedną z atrakcji owego festynu był odbywający się w około godzinnych interwałach wyścig fretek - dyscyplina niezwykle popularna na wiejskich festynach. Oczywiście przyjmowane są zakłady, która fretka przybiegnie do mety pierwsza:)

* * *

On Monday we went to the nearby village of Iddlesleigh, where a village fest was happening. One of the attraction of said fest was ferret racing:)


 
Ale oczywiście największą atrakcją były nasze pląsy:) Czyż nie prezentujemy się prawdziwie vintage??? :) Pozdrawiam mocno !
 
* * *
 
But of course the biggest attraction was our Morris dancing:) Don't we look really vintage in these photos??
Have a lovely evening!
 


niedziela, 7 kwietnia 2013

Otwarcie sezonu / Opening of the season

Korzystając z dobrodziejstw aury Moorlandowe Ludki, czyli my, rozpoczęliśmy wczoraj sezon spacerowy Wiosna 2013. Za każdym razem kiedy udajemy się w jakieś jeszcze nieznane nam miejsce, nie mogę wyjść z podziwu w jak pięknym zakątku świata przyszło mi mieszkać.... Cisza, spokój, świat jakby stanął w miejscu... kojący szum wody i rozgrzewające promienie słońca docierające do ziemi przez jeszcze nagie gałęzie drzew. Zieloność powoli budzi się do życia, młode listki powolutku stają się coraz większe, promienie słońca coraz cieplejsze, wiatr coraz mniej przenikliwy... jest pięknie:)
 
* * *
 
Thanks to the totally wonderful weather yesterday, we managed to open our walking season - Spring 2013. Every time we visit a new spot I haven't seen before, I appreciate what a beautiful part of the world I have a privilege to live in. Calmness, tranquillity, natural beauty, it simply feels like time has stopped... The sweet murmur of the water and warming rays of the sun coming down to the ground through still naked branches; greenness is slowly waking up, young leaves are getting bigger, the sun warmer and the wind less bitter... how gorgeous:)



 

Tak wiele jeszcze przed nami nieodkrytych zakątków; zakątków, które są tak blisko, że właściwie można do tych uroczysk dojść pieszo... Jeśli tylko tegoroczna wiosna i lato będą bardziej łaskawe niż te w ubiegłym roku, zdecydowanie musimy nasze odkrywcze spacery odbywać znacznie częściej. Bo w ich trakcie śmieją się nam oczy, buzia wykrzywia się jak banan, a dusza śpiewa....
 
* * *
 
There are so many spots waiting for us to discover them, little beauty spots that are so close we can reach them walking... If only the spring and summer turn out to be less temperamental than the last year's, we will make these country walks a custom. It's a must, because these are the places where your eyes sparkle, your face smiles and you can't help singing "how great Thou art",,,


 
 

 
 

wtorek, 19 lutego 2013

A czasem świeci słońce... /And sometimes the sun shines...

... a kiedy już się taki cud wydarzy, to można wyjść i pooddychać świeżym, choć wciąż dość mroźnym powietrzem. Zwłaszcza, że wczoraj rozpoczęły sie u nas tygodniowe ferie zimowe (choć jaka u nas zima, każdy widzi:)

* * *

... so when something as unusual as that happens every now and then, one can happily go out and breathe some fresh, although still quite frosty air. Especially, since yesterday we started half term...


a potem można podzielić się na blogu kilkoma fotkami okoliczności natury..

* * *

and then one can share a few photos with you :)


Tutaj na przykład możecie zobaczyć hasające Młode Pokolenie, oraz deZeal z Dionizym w kamiennym kręgu:) To Nine Maidens, czyli to samo miejsce w którym deZeal wraz z grupą podobnie nawiedzonych dam z Cogs and Wheels Ladies Morris, co roku wita wiosnę 1 maja o świcie!! O ŚWICIE!!! Co oznacza, że deZeal 1 maja musi wstawać o 4 rano - a osoby, które deZeal znają doskonale wiedzą, że to nie jest byle jakie poświęcenie z jej strony:) To jest akt heroizmu! Jeśli uda mi się zwlec z wyra w tym roku, niewątpliwie nie omieszkam złożyć relacji z pląsów o wschodzie słońca.
Mam nadzieję, że ten mój wielki zad na poniższym zdjęciu, to jest jednak tylko kwestia perspektywy i zniekształcenia spowodowanego przez obiektyw ;), a nie folgowania sobie w kwestii czekoladek i innych smakołyków:)

* * *

Here you can see Young Generation and deZeal with Diesel in a stone circle. It's Nine Maidens, the same place where deZeal, together with the rest of equally mad ladies from Cogs and Wheels, dances on 1st of May at dawn to welcome spring. AT DAWN!!!! It means - of course - that on 1st of May deZeal has to wake herself up at 4 am, and those of you who know deZeal, will realise that it is not a small effort on her side... I'd say it is more like a heroic achievement:) If I manage to raise myself on time this year, I will surely write about dancing at dawn:)
On another note, I hope that huge bottom of mine in the photo below, is only the matter of perspective and lence distortion, and not the result of indulging in chocolate and other delicacies...


 


I jeszcze kila fotek stałych bywalców tych rejonów:) Właśnie rozpoczyna się sezon na maleństwa :)

* * *

And few more photos of the Moors' regulars:) Lambing season is starting soon....





Miło, jak czasem wyjdzie słońce:)

* * *

It is so nice when sun shines:)

czwartek, 8 listopada 2012

Na jesienne słoty i zimowe śnieżyce:) / For rainy and snowy days:)

Pomysł na tego twora znalazłam jakiś czas temu na Pintereście. Tak myślę, no bo gdzie indziej mogłabym wykopać taki pomysł. Pomyślałam wtedy: "Genialne, robię to na 1000 procent. Będzie jak znalazł na moje błotne kąpiele w trakcie jesienno-zimowych spacerów z Dionizym". Po czym o pomyśle zapomniałam. Ale ostatnio wrócił do mnie ze zdwojoną siłą, na skutek wzmożonej aktywności miotłowo-mopowej:). Mowa tu o ociekaczu na mokre i ubłocone butki:)


* * *

I found the idea for this creation a while ago on Pintrest. At least I think that is where I found it, because where else would one find such a thing? I remember I said to myself: "Fabulous!!! I am making it 1000%! It will be totally irreplaceable for my autumnally/wintery muddy walks with Diesel!" And then I forgot... However, recently - after noticing somehow more intense than usual activity involving a broom and a mop, the said idea came back to me. What I am talking about is a MUDDY BOOTIE TRAY.


Do wykonania owego twora potrzebujemy aluminiową tacę, farbę w spreju w preferowanym kolorze i dużo kamyków w ilości koniecznej do wypełnienia tacki. 

* * *

To make the totally and absolutely essential thing we will need an alluminium tray, spray paint in a colour we want, and a lot of pebbles to fill the tray.


Oczywiście nie możemy zapomniec o pomocniku, który co prawda być może nie pomoże zbyt wiele, jednak będzie niezastąpiony w nadzorowaniu roboty.

* * *

Of course one must not forget about a helper, who might not help much, but defenitely will observe:)


Tackę traktujemy farbą, czekamy aż ta wyschnie, po czym wypełniamy ją kamykami (które, jeśli nam najdzie chęć możemy na gorąco przykleić do tacy.... może to okazać się konieczne, jeśli mamy małe stworki biegające po domu, które mogą zainteresować się kamykami i niechcący rozrzucić je po całym domu:)
A tak wyglada gotowy ociekacz:

* * *

We spray the tray, and wait for it to dry. Next we fill it with the pebbles (which, if we want, we can hot glue to the tray; this might be necessery if you have little ones in the house who might find the pebbles interesting to play with).
And here we have our muddy bootie tray:)



I teraz niestraszne mi już spacery po okolicznych moczarach:)

* * *

So now I am fine walking through my local "swamps" 






A ponadto, udałam sie dzisiaj ponownie do mojego ulubionego, okolicznego Centrum Recyklingowego:) I wróciłam z tym:

* * *

And I will also mention that I took another trip to my local "Recycling Centre". I came back with these:


Latarnia, trzy zeszyty nutowe (Chopin i Bach na urokliwie pożółkłym papierze) i... Pan Sowa. Latarnia musi zostać potraktowana Hammerritem... A Pan Sowa... jak myślicie? Kąpiel w białej farbie?

* * *

A lantern, three old music books and Mister Owl. The lantern will need to be treated with Hammerite, and Mr Owl... what do you think? A bath in a white paint??? 


I już całkiem na koniec dzisiejszych wypocin przypominam wszystkim niezdecydowanym o moim CANDY, na które można zapisywać się do 18 listopada:)

* * *

And now to finish, I would like to remind you about my GIVEAWAY which you can enter HERE until 18 November:)

piątek, 21 września 2012

Ostatni spacer lata / Last walk of the summer

Na pożegnanie lata udaliśmy się na spacer. W nowe, nieodkryte jak dotąd przez nas miejsce:) Zgadnijcie kto był najbardziej na świecie szczęśliwy???

* * *

We have discovered a new walking spot on the very last days of summer. Guess, who was happiest in this new place?


Cudowny spacer brzegiem rzeki, w wyjątkowo słoneczny (aczkolwiek już zdecydowanie nieco chłodny) dzień. No proszę, kończy się lato a do nas słońce zawitało:) Cóż, lepiej późno nic wcale.

* * *

Fabulous, long river walk on an exceptionally sunny (although quite cool) day. Interesting, summer is ending and we started having sunny days, haha. Oh well, better late than never:)




Napewno wrócimy tam jeszcze nie raz późniejszą jesienią (oczywiście o ile trafi się jeszcze choć jeden słoneczny, chociaż pewnie dość chłodny dzień). A swoją drogą to proszę, jakie cuda można znaleść tuż pod własnym nosem... ile jeszcze takich perełek czeka na  odkrycie?

* * *

Absolutely a place to go to again, especially in autumn (of course if we are lucky enough to have another sunny, although probably rather chilly day:). By the way, isn't it amazing what lovely places can be found just under your nose? And how many of these gems are still waiting to be discovered???

wtorek, 31 stycznia 2012

Dzisiaj rano.... / This morning...

... wschód słońca okazał się dość dramatyczny.. w sensie kolorów, ma się rozumieć. Dionizy zachwycony (tak mi sie przynajmniej wydaje) wpatrywał się w szaro - pomarańczową grę kolorów:)

* * *

This morning sunrise turned out to be pretty dramatic (colourwise, I mean). Diesel the Dog, with sheer amusement in his eyes (at least I think so) watched the fabulous play of light:) 



Kiedy słoneczko już było nieco wyżej (właściwie to nie wiadomo jak wysoko, bo chowało sie przez cały dzień za chmurami... ale to akurat nic nowego) trzeba była Dionizego na spacerek zaprowadzić:) No więc na rzeczony spacerek się udaliśmy:) I takie drobiażdżki się nam w oczęta co krok rzucały...

* * *

When sun was a little bit higher in the sky (I do not know how high though, as it was hiding persistantly behind clouds) it was necessery to take Diesel for a constitutional walk. So we went for said walk. And there we found little thingies like these:

 

 

Przedwiośnie u nas jak nic.... :) I żeby Was te odrobinki śniegu nie zmyliły, to wyjaśnie tylko, że to jest nasz pierwszy tej zimy śnieg. Spadł wczoraj, hehehehe:)

* * *

Spring is slowly coming...:) And just a word of explanation: these bits of snow in odd  places is our first snow this winter. It fell yesterday:)


I tak sobie spacerowaliśmy szukając oznak budzącego się życia i kontemplując jego przemijanie...

* * *

So we were walking for a while searching for awakening life and reflecting over its evanescence ...




Bylo dość zimno (chociaż nie tak zimno jak w naszym pięknym nadwiślańskim kraju), więc po godzinie zdecydowaliśmy, że czas ogrzać zmarznięte nochale i wróciliśmy ku chałupie:) Zmęczony i nakarmiony pies radośnie ulożył sie na kanapie (no bo gdzież by indziej, hehe) a pozostała część moorlandowej gromadki posiliła się smakowitą  muffinką z czekoladą i szklanką mleka. A ponieważ, jak wszem i wobec i każdemu z osobna wiadomo, ja się ograniczam cukierniczo, to oświadczam uroczyście, że jeszce kilka ich zostało, i to bynajmniej nie dlatego że niedobre były, hahaha.... Częstujcie się:)

* * *

It was quite a cold day today, although nowhere near as cold as in Poland (it was -15 centigrade in my hometown today), so after an hour or so of walking we decided to come back home and warm up our frozen noses:) Tired and fed dog fell asleep on the sofa (where else would he fall asleep, hahaha) and the rest had a delightful chocolate muffin accompanied by a glass of milk:) And as you might already know, since I restrict myself a bit from sweet food, there are still a few muffins left... So bon appetite, my friends:)


sobota, 7 stycznia 2012

Pół dnia bez deszczu... / Half a day without rain

Moi mili... Moorlandowa kraina to kraina obfitości... w deszcz. Pada tu wiosną, latem, jesienią i zimą. Na okrągło! Zwłaszcza zimą. Toteż kiedy trafia się pół dnia bez deszczu, a do tego jeszcze z nieśmiało przebijającym przez chmury deszczowe słoneczkiem, nie należy marudzić, tylko brać psa i wyruszyć na spacer. Sprzątanie / gotowanie / pranie / prasowanie / inne  (niepotrzebne skreślić) poczeka, deszcz - nie... Wróci już za kilka godzin!

* * *

My dear friends; The Moorland is an area that is very, very rich... in rain. It's raining here in spring, summer, autumn and winter... All the time! Almost :) Especially in winter!!! Therefore, when you are lucky enough to experience a half a day with no rain and - this is almost impossible ;) - a little bit of sun, you must not sloth, but grab the dog and go for a long walk. Cleaning / cooking / washing / ironing (choose the right answer) will wait... rain - will not!!! It will be back in just few hours!


 



Spotkaliśmy oczywiście rdzennych mieszkańców Moorlandowej krainy :) Deszcze im zupełnie nie przeszkadzają... choć w sumie pewnie też wolą pogodne dni i leżakowanie w słoneczku:)

* * *

We managed to meet two native inhabitants of the moorland. They don't seem to be bothered by rain at all, although I suppose they do prefer lounging in the sun:)





No i generalnie wszystko byłoby super... Kilka godzin bez deszczu, słońce... Tylko niestety nie da się ukryć faktu, że jak ciepie żabami to polne drogi zmieniają się w błotny tor przeszkód. Zgadnijcie jak wyglądał Dyzio po spacerku???

* * *

And altogether everything would be just perfect. A few hours of sun and no rain.... Unfortunately we all know that if it rains almost constantly for weeks, then lovely footpaths turn into muddy obstacle courses, haha. Guess how Diesel looked like after our long walk? :)




Życzę miłego weekendu. I słońca :)

* * *

Hope you all have a lovely and SUNNY weekend :)