Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Różne. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 kwietnia 2014

Jajco, nie piernik....

No i rzutem na taśmę udało mi się posprzątać chałupę na Wielkanoc... na błysk, łącznie z koszeniem trawnika (to vonZeal), umyciem okien (od wewnątrz) i wyczyszczeniem piekarnika.... No dobrze, na błysk to może za dużo powiedziane;  komnaty książąt dartmoorskich z powodzeniem bronią się bowiem przed błyskiem dzięki wielkiemu samozaparciu i sile charakteru.... A co tam, stwierdzam, że nerwów zżerać sobie nie będę:) W swoich komnatach mam błysk i już:)




W kuchni nie szalałam zbytnio... zrobiłam jedynie kilka rzeczy, w tym - tradycyjnie, jak to i na Boże Narodzenie i na Wielkanoc - upiekłam piernik. Po czym udałam się wieszać pranie w ogrodzie.....
Lunie piernik, i owszem, smakował bardzo:) Zostawiła nam trochę, żebyśmy też mogli spróbować!  

 
Wesołych Świąt!!!!!
 

sobota, 12 kwietnia 2014

Takie tam...

OK, to się robi wcale nieśmieszne. Dzień mi ucieka za dniem, blog zarasta pajęczynami jak z horrorów klasy C albo i jeszcze dalej, pogoda jaka jest każdy widzi.... chociaż akurat z tym tak źle ostatnimi dniami nie jest :) Zwykle w naszym rejonie jest tak, że niezwłocznie po rozpoczęciu ferii wielkanocnych (u nas trwają dwa tygodnie przez Wielkanocą) pogoda robi się taka sobie. Ale w tym roku nie jest najgorzej - owszem pada deszcz od czasu do czasu, ale w przerwach świeci słonko:) Jeszcze nie tropikalne temperatury, ale nie można mieć wszystkiego...
No to sobie tak spacerujemy w tych przerwach, co to dla odmiany słoneczne, a nie deszczowe są :)
A zatem dzisiaj uraczę was, moi drodzy, którzy jeszcze tu zaglądacie, kilkoma fotkami:




I tak spacerując można natknąć się na okolicznych mieszkańców. Na przykład staruszka - kucyka...

 
albo... Bambi :)
 

Dionizy i Lunka niespecjalnie chcieli zaprzyjaźnić się z Bambi, zresztą Bambi też nie wydawał się zainteresowany przyjaźnią z owymi i zwiał gdzie raki zimują. A moje dwa futrzaki zdecydowały, że jak najszybsze oddalenie się z tego miejsca jest niezgorszym pomysłem... 





 I jeszcze kilka zdjęć pstrykniętych niemal tuż za progiem Moorlandowej Chałupy...


Urocza ławeczka dla zmęczonego wędrowca albo dla wielbiciela podziwiania okolicznych widoków...


I to tyle, bo Dionizy zdecydowanie zainteresowany był już powrotem do domu...



Miłego weekendu :) A ja idę leczyć się z obrzydliwego przeziębienia, myśląc sobie, że może spacery to niekoniecznie samo zdrowie? Chociaż chyba jednak się mylę... Cmoki!


czwartek, 27 lutego 2014

Tłuste szaleństwo / Crazy for feeling so.... fat ;)

No i jak ja mam myśleć o zrzucaniu zbędnych kilogramów, jak mnie tu tradycja tłustoczwartkowa prześladuje?? E tam... zacznę jutro ;) Tradycja - rzecz święta, a jak do tego jeszcze tradycja owa jest smaczna, to... no, nie można odmówić:)
 
* * *
 
Today is one of those days, when you have to stop dieting. Seriously... I mean Fat Thursday happens only once in the whole year! Cultivating tradition is very important in any case, but when tradition is also tasty  - well, then you simply must oblige !!! Diet can wait till tomorrow ;)



Zatem dzisiaj z samego rano należało udać się do pewnego sklepu od czteroliterowej nazwie, z których pierwsza to L i - cóż za zbieg okoliczności - ostatnia również L! Bo od czasu jak nam w owym sklepie dobudowali piekarnię, tam właśnie można kupić najlepsze pączusie... takie nasze, polskie, prawdziwe, z marmolada i cukrem pudrem... no prawie jak w domu!
 
* * *
 
Therefore this morning, a little trip has been organised. A trip to a shop whose name consists of four letters, starting with L and finishing - amazingly enough!! - with an L too! Because this particular shop is the only place when we can buy THE BEST DOUGHNUTS! So real, so tasty, so... Polish:) With yummy marmolade and icing sugar on the top. Almost like at "mum's home". 



A do pączusiów herbatka z cytrynką (ewentualnie kawusia, jak ktoś preferuje) i towarzystwo różowych tulipanów (też w powyższego sklepu na L)...
 
* * *
 
The heavenly doughnuts are accompanied by an equally heavenly cup of tea with a slice of lemon or milk (English way) or a cup of coffee if anybody would ratherr, and a totally amazing bunch of pink tulips... guess from where? Exactly, from the very same shop, starting with L:)



Smacznego!

* * *

Enjoy:)



sobota, 15 lutego 2014

Na przekór...

.... tak na przekór zupełnie, vonZeal wrócił dziś z zakupów niewielkich z bukietem róż.


a na dokładkę serce truskawkowe mi w prezencie po-Walentynkowym wręczył...


Bo kto powiedział, że Walentynki trzeba obchodzić w Walentynki?
 
 
A wracając do mojej przydługiej jakby nie było nieobecności, chciałam powiedzieć, że zastanawiałam się jak wrócić, co napisać i jak się wytłumaczyć. I ostatecznie doszłam do wniosku, że nie będę się tłumaczyć, tylko po prostu zacznę dalej pisać tak jakbym była tu cały czas.
 
I tylko jedną zaległością dzisiaj się podzielę. Otóż zaległość ta to nowy domownik. Uważni odbiorcy kołysanki z poprzedniego posta być może zauważyli, że mój najukochańszy misiowy Dionizy nie chrapał w niej bynajmniej sam. Bo Dyzio koleżankę czworonożną ma teraz :) Panie i Panowie, pozwólcie, że  przedstawię: Luna la'Lique:
 
 
Mam nadzieję, ze wkrótce pogoda nad Moorlandową Chałupką się co nieco wyklaruje, bo póki co to u nas apokaliptyczne wiatry, a właściwie huragany i podtopy. Leje bez przerwy, grad wali, psy z domu wyjść nie chcą, kot śpi na parapecie cały Boży dzień (i noc) i wybiega z domu tylko na szybkie siku.... w ogóle szkoda gadać - koniec świata!!! Na szczęście my mieszkamy na górce, więc do nas woda jeszcze nie dociera, ale pewnie doskonale wiecie, że nie jest wesoło. A pogoda musi się co nieco poprawić, bo planuję zrobić Lunie la'Lique sesję fotograficzną w plenerze ;)
Tymczasem jednak, macham do was zza Dyzia:)
 
 
 

piątek, 20 września 2013

Sporo zdjęć..../A myriad of photos...

...będzie dzisiaj, a słów mało. Obiecałam ostatnio, że kolejny mój post (czyli ten) będzie o dalszej części wydarzeń, których sporo w sierpniu w moim rejonie... O targach tym razem :) Na takich targach farmerzy pokazują co to im się udało wyhodować.... są i owce i baranki, są i krówki i byczki... A niektóre duuuuże :)

* * *

... I will show you today. I promised you some time ago that my next post will be about the rest of my August activities. I will write (or rather show photos) of Okehampton Show. As some of you might be aware, shows like this are perfect opportunity for farmers to boast their best specimens.... so you will see ewes and rams, or cows and bulls... and some of then rather huuuuuuge:)


 
... i całuśne:)
 
* * *
 
and very kissable:)
 
 



Oprócz zwierzyny są również pokazy przeróżne... można obejrzeć wyścigi fretek (vonZeal w tym roku nawet wygrał 50 pensów na fretkach!!!), są pokazy psów pracujących...

* * *

You will also see a variety of displays... like ferret racing (by the way, vonZeal managed to win 50p!!! on a ferret this year), or gun dog dispalys...



i występy grup artystycznych.... na przykład trup tańczących morris:) Bo ja moi mili na owych targach byłam służbowo :)

* * *

and some artistic performances - like morris dancing for example:)


Są pokazy maszyn rolniczych, takich tradycyjnych i takich nieco mniej:)

* * *

you can see some farming machinery... varying from very traditional, to a bit less so.






 
Ale to co w tym roku na powyższych targach skradło moje serce, to zwierzę czterokopytne, które jakie jest każdy widzi. Oto koń:
 
* * *
 
But what stole my heart completely this year, was a four legged animal that Richard III would have donated his kingdom for. Apparently. The horse:
 
 
 



 








 
To tyle.... Ostatnio mało mnie tu, ale słowo daję: postaram się poprawić:)
 
 * * *
 
Lovely creatures they are....
And just let me tell you I will do a bit better with my posting in future... Or at least I will try.