wtorek, 13 września 2011

W międzyczasie.... / In the meantime...

tak zwanym, pomiędzy szlifowaniem jednego a drugiego schoda, DeVonZealostwo w osobie deZeal i vonZeala postanowiło zrobić mały remanent w dużym pokoju. Kiedyś baaardzo dawno temu pisałam, że kiedy przeprowadziliśmy się do Moorlandowej Chałupy na podłodze na parterze mieliśmy 7 (słownie: siedem) różnych rodzajów podłóg. Wyglądało to S-T-R-A-S-Z-N-I-E!!!!!!! Nie należy się zatem dziwić, że deZeal tęskniła okrutnie do ujednolicenia przestrzeni podłogowej... W zeszłym roku położyliśmy sobie panele na podłodze w kuchni, przedpokoju i w przestrzeni pieszczotliwie nazwanej przez deZeal pralnią; pomieszczenia te bowiem wymagały najpilniejszych zmian. W dużym pokoju mieliśmy natomiast grubiutkią i przytulniutką wykładzinę dywanową w kolorze jasnobeżowym... i tak miało zostać. Przy czym okazało się, że posiadanie Dionizego, który jest psem bardzo salonowym i jednocześnie z radością biegającym po zabłoconych wiejskich polach, wyklucza całkowicie możliwość utrzymania wykładziny dywanowej w kolorze bardzo jasnym w stanie jako tako reprezentacyjnym. A poza tym deZeal w dalszym ciągu tęskniła do ujednolicenia podłoża, tym razem już tak całkowicie. Dlatego też DeVonZealostwo zdecydowało się na przerwę w pracach schodowych (wszak nie można bez przerwy pracować nad jednym projektem, bo szału dostać można.... należy się człowiekowi odrobina relaksu, prawda??) i położyć w dużym pokoju identyczne panele jak te, które wcześniej położyliśmy w kuchni, przedpokoju i "pralni". No i zerwaliśmy tę grubiutką i przetulniutką wykładzinę dywanową w kolorze jasnego beżu i oczom naszym ukazało się... dzieło sztuki. No Picasso co najmniej, w wersji kubizm.:) O proszę:

* * *

... between sanding one and another stair deZeal and vonZeal decided to carry on a little refurbishment project in the living room. A long time ago I mentioned, that when we moved into the Moorland Home, the flooring space downstairs consisted of 7 (seven!!!!) different types and patterns of flooring. It looked totally D-I-S-G-U-S-T-I-N-G!!!!!!! Therefore, one should not be surprised that I, deZeal, wanted to have somehow uniformed flooring. Last year we laid laminate in the kitchen, porch, hall and a space joyfully called by deZeal "Laundrette" - these places needed most urgent changes:) In the living room however we had a thick and lovely carpet in a gorgeous colour of light beige. It was supposed to stay like that. Unfortunately it soon turned out that having Diesel is not compatible with having a light colour carpet remaining in a presentable state:( You see Diesel is very much of a sofa/living room dog, but at the same time he loves to run through very muddy country fields (and he is quite hairy as well). Also deZeal REALLY wanted her downstairs floor to be even more uniformed... So, deZeal and vonZeal decided to have a day off from stair project (we can't really work on one project with no breaks, can we? I mean, if you do something on and on and... on, you eventually get mad, lol), and lay the same sort of laminate in the living room, that we already have in the kitchen, porch, hall and "laundrette". So.... we picked up this thick and lovely carpet and what we saw, gave as a little, hmmm..., shock:) It sure is Picasso from his Cubism period...


A jak nie Picasso, to Czarnoksiężnik z Krainy Oz, przy czym czarnoksiężnik albo się uwalił do nieprzytomności, albo zioło jakieś niewłaściwe przez pomyłkę zapalił i zaklęcia mu się pomytwały....

* * *

And if it is not Picasso, then surely Wizzard od Oz, although the Wizzard this time either had a bit of a drink, or smoked something he shouldn't and he mixed his spells terribly....


W pewnym momencie zastanawialiśmy się nawet czy dzieła tego nie zostawić tak jak jest i po gazetę jakąś ogólnokrajową nie zatelefonować, bo kto to wie, co to za dzieło sztuki. Przyjechaliby, sfotografowali, wywiad przeprowadzili.... DeVonZealostwo sławne by zostało.....

* * *

At some point we were thinking if it wouldn't be a good idea to leave the "OMG, WTH it is?" piece of art and call some nationwide paper... You never know, it could really be some very special ART, and the paper people could come and take some photos, and interview us... and we would be famous, hahahahaha...

 


Ale ostatecznie zdecydowaliśmy się dzieła sztuki pozbyć, i.... tadaaaaaam:

* * *

But finally we decided to get rid of THE ART and.....





Mam ujednoliconą podłogę na parterze! Chyba lepiej, nie? A w tle pozuje moja najnowsza zdobycz: koszyczek uroczy, który miał mi służyć na przechowywanie warzyw, ewentualnie przydasiów różych, a ostatecznie został przygarnięty przez vonZeala jako kosz na drwienka do kominka:) Koszyczek ów dość sporych rozmiarów jest i w stanie lepszym niż bardzo dobrym, a pochodzi z klamociarni, szrotem przeze mnie zwanej, i kosztował mnie całe 2 funty! Kupiłam również wówczas 4 urocze kokilki w cenie 20 pensów każda:) Łowy udane, podłoga jest w dechę (nawet jeśli to decha laminowana,  hehehe. Git jednym słowem:)
Miłego dnia:)

* * *

I have uniformed floor downstairs!!! Do you think it looks better now :)???
And in the background my newest baby - a basket, which was supposed to be used for keeping veggies in, or some other sort of "I couldn't possibly throw it away" items, but eventually ended up as a basket for keeping in logs:) A basket is quite big, in a condition I'd describe better than very good, the quality is fab, and it was bought in a recycling centre (which more commonly is called a tip), and it cost me whole 2 pounds!. I got myself four gorgeous ramekins (from two different sets, but they look really good together) for whole 20p each! Well, what can I say? The hunting was succesfull, the floor is cool. Things are great:)
Have a lovely day!
 

środa, 7 września 2011

Projekt - schody, część pierwsza / Project STAIRS (part 1)

O matko!!!! Mój dom to plac budowy!!!! Nie bardzo jest co pokazywać, chyba tylko chmurę kurzu unoszącą się w powietrzu, hahaha... cud, że mój la'ptok osobisty nie zastrajkował i mimo chmury pyłu - działa:) Ale nie ma innego wyjścia, ponieważ muszę taki mały "update" na temat moich schodów zamieścić, hahaha:) To tylko część pierwsza, na efekty końcowe trzeba jeszcze będzie poczekać. 
Jak mówiłam w poprzednim poście, plan był "poranno-poniedziałkowy". No więc po wyekspediowaniu młodzieży do placówki edukacyjnej szkołą zwanej i po wybieganiu Dionizego, zdecydowałam przy kubeczku kawy przygotować się do roboty. Przygotowanie owo oznaczało włączenie kompa i przestudiowanie, bardzo dokładne, pewnego postu o tym jak postępować ze schodami, który napisała Sarah - właścicielka bloga Thrifty Decor Chick (Sarah jest również właścicielką schodów z myszami, które pokazywałam w moim poście o inspiracjach schodowych:). No i tak się zabrałam za czytanie tego posta szkoleniowego, i... na tym skończyła się moja robota:) Na deZeal bowiem - moi mili - padł blady strach!!! Strach usiadł sobie wygodnie koło mnie i mówi "Nie dasz rady, tu trzeba profesjonalną cykliniarkę, a nie taki fiu-bździu - kawałek papieru ściernego... Nie dość, że będziesz nad tym siedzię do końca świata i jeden dzień dłużej, to jeszcze pewnie schrzanisz.... Nie dasz rady, i już!!!" I tak w kółko do mnie Pan Strach nawija, no to mu uwierzyłam w końcu, nie??? No przecież Strach nie świnia, w balona by mnie nie robił! Jak mówi, że nie dam rady, to chyba ma jakieś pojęcie na ten temat, hahaha... No i tak sobie siedzę z tym Strachem, a tu z drugiej strony się dosiada Pan Sumienie i prosto w ucho mi rzuca "O rany, ale ty beznadziejna jesteś, wiesz? Strach Cię obleciał i co? Pełna dezercja! No beznadziejna baba i tyle". No i tak mi Pan Sumienie nawija, no to mu uwierzyłam nie? Sumienie nie świnia, bzdur by nie gadał gdyby nie wiedział...
I siedzę... i myślę... No, jak nic nie dam rady, bo beznadziejna baba jestem... No i dalej siedzę.... No bo co mam robić? Strach z Sumieniem do kupy mi powiedzieli, a przecież nie świnie są, to pewnie wiedzą, i dzień w zad poszedł:) Aż w końcu wieczorem vonZeal zdecydował, że jak ja jakimś tam obcym facetom wierzę, to on sam się za to zabierze... I jednym zamaszystym ruchem ręki (no dobra, nie całkiem, ale chciałam żeby tak hmmm... poetycko zabrzmiało) zerwał... wykładzinę ze schodów! Widok był taki:

* * *

Oh dear! My house is like a building site.... Not much to show, maybe just a massive cloud of dust in the air... It truly is a miracle that my laptop has not refused to work considering the extreme conditions hahaha... But I need to write a little update about my stairs, so - to be honest - it really has no other option but to work:) It is only part one of the project though, you will still have to wait for the final effect (I honestly hope it will be a bit earlier than around Christmas, lol)..
Anyway, as I said previously the plan was to start on Monday morning. So after sending the young generation to school and giving my dog Diesel a good run, I decided to prepare myself for hard work. The preparation is very important, as we know it, hahaha. So I sat down with my computer and decided to read Sarah's (Thrifty Decor Chick) post about how she worked on her stairs (Sarah is the owner of those fantabidotious stairs with mice, that I showed in one of my recent posts). And... that was the end of my work ;-/ I totally chickened out! You see, while I was reading, Mister Doubt sat next to me, and whispered straight into my ear "You CAN'T do it!!!!! You need a professional sander to sand these stairs... Not only would you sand it with your little piece of sand paper forever and one day more, but also you, my friend, would surely ruin the stairs altogether!. YOU CAN'T DO IT!!!!!!!!" So he is sitting there next to me, saying all those things so... I decided I should believe him... Mr Doubt is not a pig, is he? I mean he wouldn't pull my leg, so if he says I can't he must surely know. I think...
Anyway, I am sitting with Mr Doubt and suddenly on the other side of the sofa I can see Mr Conscience and he is saying: "Geee, you are so totally hopeless, you know! A bit of cold feet about stupid stairs and you running away... REALLY HOPELESS!!!!" So Mr. Conscience is yapping along, and I decided I should believe him... I mean, he is not a pig, is he? Why would he say things like that to me if it wasn't true? Haha. Ha...
So I am sitting there and thinking.... I simply can't do it, because I am sooo hopeless. And carry on sitting.... Finally in the evening vonZeal got upset and with one Zorro-like movement (OK, maybe not one, but I just wanted it to sound a bit more romantic) ripped off.... the carpet of the stairs. And that's what was to be seen....




Następnego dnia miało miejsce wstępne zdrapywanie niegdyś białej farby z brzegów. Podstopnie będą malowane więc nie trzeba farby zdzierać do gołego drewna, Bogu dzięki:)

* * *

On the next day vonZeal scraped off the long-time-ago-it-used-to-be-white paint of the stairs. The vertical part of the stairs (does anybody know what is the proper name of that part of a stair?) will be painted white, so the paint does not have to be sanded down to bare wood - thank God.



A resztę pokażę Wam wkrótce... przynajmniej taką mam nadzieję:)

* * *

And the rest you will see soon... At least I hope it will be soon:):)


PS. Właśnie mi się przypomniało, że muszę zamieścić wyjaśnienie. Czytając komentarze do posta o kryzysie schodowym doszłam do wniosku, że niektórzy komentujący odnieśli wrażenie iż schody na pierwszym zdjęciu, to MOJE schody. Nie, moi drodzy - to zdjęcie zostało zapożyczone z netu (link) aby pokazać Wam jak moje schody wyglądają pod wykładziną:) Jeśli kogoś wprowadziłam w błąd - przepraszam:)

* * *

PS. I have just remembered I need to explain something. After reading comments under "Stair crisis" post I realized some of you might have thought the stairs shown in the 1st photo are MY stairs. Unfortunately they are not - I used a photo from the Internet (here is the source) to show you how my stairs look like (more or less) under the carpet. Sorry, if you have been mistaken.

piątek, 2 września 2011

Wiecheć / A bunch...

Witajcie moi mili. Po pierwsze chciałam bardzo uroczo podziękować wszystkim, którzy wypowiedzieli się w kwestii moich schodów, bardzo dziękuję za wszystkie sugestie, rady i opinie:) Decyzja się podjęła (choć jeszcze niewykonawczo), aczkolwiek niejako przez przypadek, hahaha... Otóż wyobraźcie sobie, że vonZeal mój drogi został wysłany do sklepu typu budowlano-dekoratorskiego w celu obejrzenia różnych bejc i innych takich, i porównania ich cen. No i tak zrobił, przy czym oprócz porównywania dokonał zakupu puszki przeuroczej bejcy w kolorze "jakobiński orzech". Kolor na próbnikach wygląda cudnie, więc teraz czas zakazać rękawy i zdzierać wykładzinę, i szlifować stopnie... Godzina zero została wstępnie wyznaczona na poniedziałek rano, kiedy to młode pokolenie uda się do szkoły po wielotygodniowej przerwie wakacyjnej!

* * *

Hello, my dear friends. Firstly, I would like to say a pretty thank you (with a cherry on the top, hehe) to all of you who had their saying regarding my stairs. Thank you so much for all your suggestions, advice and opinions. Now, let me say that the decision has been made, although a little bit by accident. Imagine, my dear vonZeal was sent to a DIY shop in order to have a LOOK at stains, paints and other articles of that sort, and compare their prices. And of course he did, except instead of just comparing the prices, he also bought a can of beautiful wood stain in "Jacobean Walnut". The colour (on a sample) looks marvellous, so now it's time to roll the sleeves up and get stuck in. The "0" hour for ripping the carpet off and sanding the steps has been set on Monday morning, which is the day when the young generation goes back to school (!!!!!) after many weeks of holiday!



A poza tym, mamy wrzesień, czyli jesień nadchodzi... I choć aura jakby przypomniała sobie, że jakoś tak milej jest, kiedy słoneczko świeci i cieplutko jest, to nieuchronnie na każdym kroku widać już jesień. Taką prawdziwą, wrześniową... z błękitnym niebem, lekkim wiaterkiem i czerwieniejoco- żółto-brązowiejącymi liśćmi:) Korzystając z takiej sprzyjającej pogody wybraliśmy się na zbieranie jeżyn, a ja przy okazji narwałam sobie trochę zielska, z tym że zielsko to już nie za bardzo zielone było... No i z tego wiechcia powstała moja pierwsza jesienna dekoracja. Mam nadzieję, że na tej jednej się nie skończy, ale kto to tam wie....:) (O proszę, nawet moja latarenka znowu sie do sesji zdjęciowej załapała...)

* * *

Secondly, we have September already, which means the autumn is near. And although the weather finally decided that it is so much nicer for the sun to shine (which is what we haven't had for nearly whole summer this year), I can sense autumn everywhere... the pretty one, with blue skies, gentle breeze and getting-red/yellow/brown leaves :)
Taking advantege of such a nice day we decided to go blackberry picking (we don't have to go far really, we have plenty of them in the area), and as well as blackberries, I also picked up some lovely greenery in all shades of... brown:). And that very bunch of grasses made my first autumnal decoration. I hope it will not be the last...










W tle obskubana już co nieco z farby balustrada, która zostanie pomalowana na biało tuż po zabejcowaniu stopni:)

* * *

Note in the background the banister, that is already more or less sanded, and prepared for painting it white just after we stained the steps:)




A wiecheć ów mój jesienny wsadziłam w słoik najzwyklejszy, przy czym zdecydowałam słoik również ubrać co nieco jesiennie - owinęłam go pośrodku sznurkiem. I taki mi się "snopek" stworzył:)
Miłego wieczora:)

* * *

And my autumnal bunch ended up in the most usual jar, although I decided to dress the jar somehow autumnally as well - I simply wrapped it around the middle with string. Simples...
Have a great day:)



wtorek, 23 sierpnia 2011

Schodowy kryzys... / Stair crisis...

Witam w deszczowy (przynajmniej tutaj) wtorkowy wieczór. Sprawa jest taka moi mili: mam schody. Schody obecnie pokryte są wykładziną dywanową w kolorze mokka . Schody czekają na renowację a ja mam totalny kryzys decyzyjny:)
Kiedy schody obedrze się z wykładziny będą one wyglądały dokładnie tak (zaznaczam, ze schody te bardzo urocze sa, tylko troszke jak dla mnie zbyt rustykalne):

* * *

Hello everybody on this beautiful rainy (at least here) Tuesday evening... The case is, I am in terrible crisis here, my dear friends. I have stairs, yippee:) The stairs at this moment are covered with a mocha coloured carpet. The stairs are waiting to be revamped and I.... well, let's just say I can't exactly make totally decisive decision:)
If the carpet was completely ripped of, the stairs would look exactly like that (I mean stairs only, we don't talk about the banister here). I do like them, they just a bit too much rustic for my house...


Zostawić wykładzinę? Bo tak sobie myślę, że znacznie bardziej mi się podoba gołe drewno... znaczy się myślę, żeby wyszlifować schody i potraktować je bejcą w kolorze ciemny orzech na ten przykład:). I bardziej skłaniam sie w tę stonę niż w stronę wykładziny, przy czym zastanawiam sie nad poziomem hałasu. Wykładzina niwelowałaby choć trochę odgłosy biegającej z góry na dół i z dołu do góry młodzieży... Z kolei brak wykładziny ułatwiłby sprzątanie tony kłaków zostawianych przez Dyzia i Puszkę (czyli nie musiałabym taszczyć odkurzacza po schodach... wystarczyłaby miotełka, hehehe)....

* * *

Should I leave the carpet? I prefer the look of wood to the look of carpet, so I thought about sanding the stairs and staining them dark walnut, or dark rustic oak. I am veering towards the stained stairs but still considering the probability of noise pollution. I mean the carpet would cover at least a little bit of the cacophony of the young generation chasing up and down, don't you think??? On the other hand wood would mean I will not have to drag a vacuum cleaner to hoover Diesel's and Pushkin's hair. A little brush would be enough... and so much easier:)


 source



A może pomalować w całości? Na biało? Na czarno?

 * * *

Or maybe paint them? White? Black?



Ewentualnie trochę tak, trochę tak:) Chociaż akurat do tego rozwiązania z jakichś niezrozumiałych powodow nie jestem do końca przekonana... Hmmm... jasna wykładzina, czy ciemna wykładzina?

* * *

Well, there is another option as well, a bit of this, a bit of that:) Although I am not particularily sure about that one... Hmmm... light carpet or dark carpet?



 source unknown, sorry:)

Co myślicie moi drodzy?? Pozdrawiam i życzę dobrej nocy:)

* * *

Any suggestions please??? I hope you all have a good night:)

niedziela, 21 sierpnia 2011

Nadchodzi.... / She's coming.....

Nadchodzi zdecydowanym krokiem, piękna pani w długiej brązowej sukience, wysadzanej jarzębinowymi koralikami, z misternie utkanym z żółtych i czerwonych liści trenem, i w naszyjniku z kasztanów i żołędzi. Pani z długimi rudymi włosami i z koszem czerwonych jabłek w dłoni. I z wielkim parasolem w drugiej. Pani o pięknym imieniu Jesień...  Niespecjalnie mnie przeraża jej nadejście.... Przyznać muszę, że Pani Jesień nie jest moją ukochaną z siostr Pór Roku, ale w tym roku Pani Lato była tak niemiła i kapryśna, że może sobie już iść. Proszę bardzo. Naprawdę, nie będę tęsknić za tegoroczną Panią Lato :) I mam nadzieję, że Pani Jesień okaże się bardziej przyjazna i przyniesie piekne kolory, słoneczne popołudnia, przyjemny wiatr i zapach jej perfum... Ten zapach już można wyczuć w powietrzu... Nadchodzi, a wraz z nią dłuższe wieczory i chłodniejsze poranki...  I na te coraz dłuższe wieczory stworzyłam sobie TWORA. TWÓR ów to taka oto latarnia...

* * *

She's approaching with a decisive step. The beautiful lady dressed in a long, brown silky dress embroided with ashberries, with train carefully woven from red and yellow leaves, and with a necklace made out of conkers and acorns.  The lady with long ginger hair and with a basket of juicy red apples in one hand... and a huge umbrella in the other one.... The lady with a lovely name AUTUMN. I am not really upset by her arrival:) Admittedly lady AUTUMN is not my favourite among all the SISTER SEASONS, but this year Lady Summer was so awfully unkind and capricious, that she can definitely go. I will not miss her a bit! And I do hope Lady Autumn will turn out to be more friendly and mild mannered, and that she'll bring warm colours, sunny afternoons, pleasant autumn wind and smell of her perfume... You can already smell her scent in the air... She's coming and coming with her there are longer evenings and cooler mornings... And for these very evenings I made a creation - a lantern...


Latarnia została wykonana z materiału odpadowego, pod tytułem pudełko po płatkach śniadaniowych, oraz spinacza, kółka do kluczy i jednego arkusza pergaminu. Ponadto do wykonania TWORU użyto kleju oraz farby w spreju. Ah, no i świeczka LED będzie niezbędna, jako że w latarni papierowej normalnego tealight'a nie za bardzo mądrze byloby umieścić. I jest!!! Od dawna miałam chętkę na taką latarnię, a tu wielkie nico: to co udało mi sie znaleść, bylo jakieś takie nijakie, a jak znalazłam to co chciałam, to cena jak za wycieczkę do Paryża niemalże:) No to zrobilam. Przepis na latarnię, czyli tutoriala tak zwanego znajdziecie TUTAJ!!! Zachecam bardzo do odwiedzin, bo to blog pełen pomysłów i inspiracji!

* * *

The lantern has been made from recyclable materials, namely a cereal box, a paper clip, key ring and one sheet of A4 vellum paper. Also, I used PVA glue and spray paint. Oh, and since it is a paper lantern and you can't really use a real candle, you will need an LED tea light.
I have been searching for a lantern like this one for quite a while, but for some reason I was pretty unlucky with my quest. What I managed to find was not exactly what I wanted, and lanterns that were exactly what I wanted were rather too pricey... So I made one myself:) You will find a detailed tutorial HERE. If you don't know this place yet, I really suggest visiting it, as it truly is a treasure chest for ideas and inspiration...



Życzę wszystkim odwiedzającym miłej niedzieli:)

* * *

Have a wonderful Sunday!!:)


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Dartmoor Folk Festival

Dzień dobry... To ja:) Wasza utalentowana (hehehe) tancerka! Tydzień temu pląsałam radośnie i wywiałam kijami na Darmoor Folk Festival:) Pląsy miały miejsce w sąsiednich dwóch pubach oraz na festiwalowej  scenie głównej...

* * *

Hi, it's me, your talented (ahem, ahem) dancer!. A week ago I was able to joyfully bounce and wave the stickes at Dartmoor Folk Festival. We started hopping outside of two local pubs and then moved to the main venue in the village...

 



 

Niestety, pogoda w tym roku nie dopisała specjalnie. Z tego też powodu występy artystyczne odbywały się w wielkim namiocie, a nie pod chmurką. Z tego samego powodu zdjęć jest niewiele, a te co są, są nieszczególnej jakości. Wiecie... vonZeal (podobnie jak ja) poruszony był ogromnie moim festiwalowym debiutem (wszak pląsy na festiwalu to nie to samo co turnee po okolicznych pubach - nie, żeby puby nie były fajne, ale jakoś tak festiwal wyzwolił we mnie większą tremę). No więc, jako, że vonZeal poruszony był niezmiernie, poruszone były również jego ręce, a tym samym fotografie jakieś takie hmmm... zamglone poniekąd wyszły.
Poniżej jednak dla dokumentacji: ja na scenie głównej... od tyłu.

* * *

Unfortunately, the weather was not kind to us, perfomers, and our artistic abilities had to be presented in a big tent, instead of a big green field:) That was the reason, that there were not many photos taken on the day, and the photos that were taken are, let's say, not the best quality. You know, vonZeal was enourmously moved by my festival debiut (performing at the festival is by no means the same as a "local villages pubs tour" that I attend nearly every Thursday... not that pubs are not fun, but the festival made me feel a bit (!!!) more nervous, haha). So, since vonZeal was very moved, his hands were moved as well, and therefore the pictures came out a bit... foggy. But for documantation purposes, here we go: me dancing at the main stage... from behind:)

 


Hulanka udała się wyśmienicie, a sukces przypieczętowany został pintą tradycyjnego napoju, zwanego piwem (no dobrze, powiedzmy, że półtradycyjnego, jako że to blond piwo, a nie tradycyjne angielskie ALE). 

* * *

Hopping and stick bashing / hunky waving was a great success which I happily marked with a pint of traditional drink (OK, let's say half traditional, since the one I am consuming is lager and not a REAL ALE)


A na zakończenie mam małe pytanko... ponieważ chcę aby mój blog mógł być czytany również w języku Szekspira, a do automatycznych tłumaczy zaufania nie mam za grosz... postanowiłam, że będę pisac również po angielsku. A pytanie dotyczy formy... otóż ja osobiście nie jestem specjalnym wielbicielem blogów dwujęzycznych (mam tu na myśli pisane w takiej formie jak ten właśnie post - fragment w jednym języku, i potem tłumaczenie na inny język). Nie żeby mi specjalnie przeszkadzało, ale jakoś tak wolę czytać w formacie blokowym, znaczy się jak już czytam, to czytam cały post bez rozkojarzania się i konieczności poszukiwania dalszego ciągu w języku w któym akurat czytam (czy ja sie w ogóle zrozumiale wypowiadam?????) Tylko, że jak napiszę cały post po polsku razem ze zdjęciami do końca, to co - mam pod spodem zacząć pisać to samo po angielsku i zamieszczać te same zdjęcia jeszcze raz? Jakoś tak mi się to bez sensu wydaje... To może blog bliźniaczy - post po angielsku otworzy się po kliknięciu na ikonkę - flagę??
Jak myślicie, które rozwiązanie będzie najlepsze? Bardzo mi zależy na Waszej opinii moje drogie koleżanki:)

* * *

And finally I have a little question. As I would like my English speaking friends to be able to read this blog in their own language, and I have absolutely no trust for any auto translating programmes, I decided to write in English as well as in Polish. The question is about the form of my blog. Personally I am not too fond of blogs wirtten in two languages like this very post (I mean few sentances in one language, and then the same sentances translated to different language). For some reason I am more comfortable with reading blogs from the beginning to the end in one language without having to scroll down to search for words in a language I understand... But how would that be? To write whole post in Polish, including the photos, to the end and then start the same in English, with the same pictures?? Seems a bit pointless... Maybe I should create a twin blog - post in English would be available to read after clicking on a icon (a flag for example...)???
What do you think? Which way would be the best? I would really appreciate if you shared your opinions with me...

piątek, 29 lipca 2011

One Lovely Blog Award

(To my English speaking blogging friends, please read the English version under the blog award picture)

Kilka dni temu zostałam z niewiadomych mi przyczyn wyróżniona przez moje dwie blogowe koleżanki, Mirelkę i Emocję. Dziękuję Wam bardzo, bardzo! Wyróznienie owo wiąże się oczywiście z pewnbymi regułami, które - jak to często bywa - niniejszym mam zamiar... złamać. W oryginale należy oczywiscie podziękować ofiarodawcy (co niniejszym uczyniłam), powiedzieć o sobie 7 rzeczy (co nastąpi poniżej) oraz nominować do nagrody 16 blogów, przy czym nie można nominować osoby, od któej wyróżnienie się otrzymało. I tu następuje bunt :) Nagroda owa bowiem jest już dośc popularna, i wielu blogom została już przyznana. Dlatego zdecydowałam, że wyróżnię 6 blogów: 3 polskie i 3 zagraniczne. A oto i one:

Kategoria A - blogi polskie:


Kategoria B - blogi pisane po angielsku (i moje ostatnie odkrycia, baaaardzo uzależniające :)


Proszę się częstować (nagroda do skopiowania i wklejenia u siebie na blogu poniżej). A, i nie zapomnijcie poinformować nominowanych przez siebie blogów i przyznanej im nagrodzie w komentarzach:)

A teraz 7 prawd (hehehe) o mnie:
1. Jestem niepoprawnym i totalnie niereformowalnym śpiochem (czy ktoś jeszcze uważa, że najlepszy sen to ten nad ranem???? No grzech się budzić po prostu, hahaha)
2. Obrażam się na cały świat, jeśli coś jest nie po mojej myśli (przynajmniej vonZeal tak twierdzi),
3. Moje ulubione danie to czekolada, a właściwie wszystko co słodkie oprócz cukru (w postaci cukier kryształ znaczy się).
4. Śpię z Dionizym (no wiem, że nie powinnam, ale nic na to nie poradzę, że pies w wyrku być musi, nawet jak vonZeal ledwo się mieści:)
5. Uwielbiam Marmite :)
6. Będąc młodym i nieopierzonym dziecięciem kochałam się do szaleństwa w Joeyu Tempescie z Europe :)
7. Próbuję zrzucić 10 kilo ciałka i ponoszę sromotną porażkę (patrz punkt 3).

To tyle:) Miłego weekendu:)




A few days ago, for reasons I really don't understand at all, I was awarded this ONE LOVELY BLOG AWARD by my two blogging friends: Mirelka and Emocja. Dear friends, thank you soooo much:). The award comes (as they often do) with a few rules, which (as it often happens) I am just going to... break :)  Originally, the rules were as follows:
1. say a pretty thank you (with a cherry on the top and some sprinkles) to the bloggers you received the award from (which I have already done),
2. write 7 things about yourself (which I am going to do)
3. pass the award to another 16 blogs (you can't nominate the blogger you received the award from). And here I'm going to lead a mutiny :) The award I'm talking about is already quite popular, which means that quite a few blogs I would normally nominate, have already been awarded it. Therefore, I have decided that I will nominate 6 blogs only: 3 Polish ones, and 3 American-English ones. And the winners are..........

Category A - blogs written in Polish


Category B - blogs written in English (my latest discoveries..... LOVE!!!)


Enjoy! Please copy the award photo and place it on your blog, and don't forget to inform the bloggers you nominate of their award in their comment boxes:)

And now the 7 truths (hahaha) about myself:
1. I am a terrible and totally incurable sleeper and I strongly believe that the best part of your beauty sleep is in the morning :)
2. I sulk if something is not going my way (at least vonZeal (my partner) says so, but I would strongly disagree, and I think it is he that sulks a lot:), especially when I chose the paint colour, furniture and other bits and bobs, and keep a tight rein on his photographic equipment expenditure),
3. My favourite food is chocolate (or should I say anything that is sweet really, with the exception of sugar itself (on its own I mean:) )
4. I sleep with Diesel (my dog). Ok, I know some people say it is not healthy, but I couldn't disagree more...  My dog has to sleep with me, full stop, even if vonZeal has to sleep in the dog basket :)
5. I love Marmite!
6. As a young and quite stupid girl I was deeply in love with Joey Tempest from the superband EUROPE :) (red face....)
7. I am trying to loose about 10 kilos and failing terribly (see number 3) :)

Hope you all have a great weekend:):):)