bo tortu bać się nie można. Droga Lambi, tort nie jest tak słodki jak by się mogło wydawać, jest tylko bardzo bogaty w kalorie, hehehe. I, moja kochana Miro, tu nic piec nie trzeba... bo widzisz, ja jako imbecyl kulinarny nie zabieram się za dania, które wymagają więcej niż minimum wysiłku z mojej strony. Dlatego też od pewnego czasu prenumeruję sobie pewien magazyn dla ludzi "zbyt zajętych aby spędzać godziny w kuchni" EasyCook, czyli według mnie zarówno dla kompletnie zapracowanych, jak i dla takiej kulinarnej imbecylencji jak ja! Tak więc tort ów jest najprostszym, a przy tym jak widać w poprzednim poście, niezwykle efektownym tortem (nie, żebym się jakoś specjalnie przechwalała, hahaha).
Tort, jest B-A-N-A-L-N-I-E prosty i nie wymaga użycia piekarnika. Będziemy potrzebować:
Kuchenkę gazową, bądź elektryczną,
lodówkę,
wagę,
tortownicę z wyjmowanym dnem o średnicy około 20 cm plus papier do pieczenia do wyłożenia dna i boków tortownicy
wałek
drewnianą łyżkę oraz łyżkę stołową,
folię spożywczą,
garnek
i miskę (nie plastikową, musi być odporna na wysokie temperatury)
oraz
- 175 g ciastek digestive
- 85g rozpuszczonego masła
- puszkę karmelu (czyli masy krówkowej, czyli "dulce de leche") o pojemności 397g
- 1 łyżeczkę soli morskiej,
- 300g gorzkiej czekolady (przepis podaje, że ma być to czekolada 70%, ja dałam 100g 70-cioporcentowej i 200g 50-cioprocentowej, i było super)
- 600ml śmietany kremówki
- 25g cukru pudru
- 2 łyżeczki ekstraktu z wanilli
No to do dzieła:
Ciasteczka digestive wrzucamy do woreczka i tłuczemy je na piasek. Piasek ów wrzucamy do naczynia w którym uprzednio stopiliśmy masło i łączymy. Masą ciastkową wykładamy dno tortownicy, po czym odstawiamy do lodówki do schłodzenia na 10 minut. W tym czasie otwieramy puszkę z karmelem. Do niewielkiej miseczki odkładamy 2 łyżki karmelu, dodajemy łyżkę kremówki, mieszamy i przykrywamy folią spożywczą (masa ta zostanie wykorzystana do dekoracji tortu). Do pozostałej ilości karmelu wsypujemy łyżeczkę soli i mieszamy. Następnie nasz posolony karmel wylewamy na schłodzony ciasteczkowy spód zaczynając od środka, tak aby karmel nie pokrył całego spodu - brzeg spodu (tak około 1,5 - 2 cm) powinien pozostać "goły", bez karmelu znaczy się:) I... siup do lodówki na 20 minut. A my w tym czasie zabieramy się za czkoladę:)
Czekoladę łamiemy na kawałki i rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Kiedy rozpuści się on całkowicie, wyłączamy palnik (ale w dalszym ciągu zostawiamy na nim miske z czekoladą), po czym wlewamy do rozpuszczonej czekolady kremówkę i mieszamy na gładką, błyszczącą, gęstą masę czekoladową. Na końcu wsypujemy cukier puder i ekstrakt z wanilii i mieszamy. Zabieramy miskę z kuchenki i studzimy przez około 10 minut. Po tym czasie wylewamy masę na nasz ciastkowo karmelowy spód, poczynając od brzegów, tak aby masa czekoladaowa ładnie wypełniła brzeg nie pokryty karemelem. I znowu do lodówy, na co najmniej 5 godzin... I to by właściwie było na tyle, poza tym, że tort dobrze jest udekorować. W tym cely bierzemy woreczek do zamrażania żywności (no chyba że ktoś ma taki specjalny rękaw do dokorowania), ładujemy do niego naszą masę karmelowo śmietanową, obcinamy maleńki fragmencik w rogu i bawimy się pięknie, jak dzieci na plastyce w szkole:):):)
Smacznego...
Tort powinien wystarczyć na około 8 osób, chociaż mi udało sie go podzielić na 10 kawałków i nie były one mikroskopijne! Warto podzielić na więcej bo 1/8 tortu to - bagatela - 925 kcal. Mniejszy kawałek oznacza zatem mniej kalorii, a tym samym mniejsze wyrzuty sumienia... Zresztą, co tam wyrzuty... od czasu do czasu, zwłaszcza jak się trafi specjalna okazja, można sobie zapodać kawałek kalorycznej pyszności. Zawsze pogłodować można następnego dnia :)
A żeby nie było tylko o jedzeniu, to proszę, fotki ze spaceru:
Miłego dnia :)