Ja wiedziałam, że tak będzie :( Naczytałam się różnych blogów, magazynów, forów; naoglądałam masy zdjęć i.... przestałam wiedzieć co się mi podoba, a co troszkę mniej :( Nie wiem, jak ma wyglądać moja chałupa!!! I chyba już w ogóle nie wiem co chcę w niej zrobić!!! Bo:
po pierwsze - budżet jest hmmm... ujemny ;)
po drugie - musi być praktycznie (znaczy się dzieci młode jeszcze w domu są, i pies)
po trzecie - musi się każdemu podobać yyyy... wróć, to nie jest wykonalne...
po trzecie - musi się podobać przynajmniej MNIE, heheheh
A wiedzieć wam trzeba, że ja estetką jestem ogromną. Podobno - według vonZeala - mam jakieś natręctwa i widzę różne rzeczy tam gdzie ich nie ma. No, ja tam nie wiem; jak jest kurz, to mi to przzeszkadza i musze wytrzeć, brudne gary nie mogą leżeć godzinami w zlewie, psia sierść na wykładzinie - po prostu trzeba odkurzyć chociaż raz dziennie... A jak Dyzinek przyjdzie ze spacerku w deszczowy dzień i zechce wskoczyć do łóżeczka i zostawić śliczne ślady łapek (tak, tak wiem - moja wina - nie powinno się sypiać z psem, no ale Dyziek taki mięciutki jest:) to i pościel trzeba wyprać, no bo jak inaczej. I ściany czasem umyć, i... i.... Ale o czym to ja..? Ah tak. No więc musi być praktycznie... No i pytanie się rodzi następujące; co na podłogi i co na ściany??
W dużym pokoju na podłodze jest piękna kremowa wykładzina dywanowa i tak musi zostać - tu więc nie uniknę odkurzacza i prania wykładziny z psich łapek, tudzież innych niespodzianek, jak na przykład upadek malutkiego węgielka przyniesionego wraz z innymi węgielkami w celu rozpalenia ognia w kominku. Wykładzina musi zostać, bo jest grubiutka i cieplutka, i tak cudownie się na niej staje bosą stópką... (taką samą zresztą mamy w strefie sypialnianej, czyli w pokojach na górze, ale dzisiaj zajmuję się parterem).
W ganku ktoś wielce mądry położył takie winylowe, samoprzylepne panele - nic do nich nie mam, w poprzednim domu też takie mieliśmy w kibelku i łazience i spisywały się na piątkę z plusem. Tylko, że my wiedzieliśmy jak je położyć. Te z kolei w ganku kładł chyba... sama nie wiem kto, w każdym razie, są krzywe, odlepiają się i w ogóle wygląda to ble..... a nawet BLEEE!
Z ganku wchodzimy do przedpokoju gdzie jest wykładzina dywanowa w "pięknym" rudym kolorku. Ruda została również położona na schodach, a dodatkowo jej fragment zachodzi do kuchni. Kuchnia z kolei pokryta jest "cudownymi", "linoleumowymi" płytkami, takimi jak na korytarzach w blokach. Cóż za genialne rozwiązanie! Nigdy w życiu nie było mi tak zimno w nózie w czasie gotowania!!! No i jest jeszcze tylny ganek, w którym są trzy rodzaje linoleum na powierzchni 3 metrów kwadratowych. Oraz łazienka.
I wiecie co?? Ja mam może jakieś niemądre, przerośnięte i wyssane z palca marzenia, ale tak STRASZNIE bym chciała tę podłogę parterową ujednolicić... O płytkach myślałam, ale problem taki jest, że my nie możemy się wyprowadzić na czas ich kładzenia na prawie całym parterze... O panelach myślałam, ale w kuchni to sama nie wiem... Hmmmm...
I ściany też bym chciała na jakiś ładny kolor... Tylko nie wiem jaki :( Dłuższy czas rozmyślałam nad kremami, beżami, brązami, tudzież czymś w rodzaju pieczarki, bądź szałwii czy oliwki. A może powinnam zapodać jakiś szoking kolor, na przykład amarant ;)
No cóż... ja wiedziałam, że tak będzie... W każdym razie gdyby ktoś miał jakieś sugestie w kwestii podłogi, to ja chętnie wysłucham:)
Ale tak naprawdę to ja chciałam dzisiaj napisać, że chciałabym białą kuchnię. To znaczy mebelki białe bym chciała. Albo chociaż białopodobne:) Swojego czasu podczytywałam fotoforum Wnętrza na Gazecie i jakoś mnie tak dopadło. Ja strasznie przepraszam, że nie jestem w stanie podać autorów zdjęć i właścicieli kuchni, które mnie urzekły, ale tak sobie je dawno temu skopiowałam na mój dysk nie przypuszczając, że kiedykolwiek będę chciała/musiała się nimi podzielić. Takie mniej więcej klimaty mi się podobają:
I jeszcze tak:
A w ogóle to najbardziej podoba mi się tutaj!!! Oj, tu to ja bym się mogła natychmiast wprowadzić i z kuchni nie wychodzić (no, chyba, że do ogrodu ;)), hihihi. A wspomnieć należy, że jeszcze nie tak dawno konieczność spędzenia nawet krótkiego czasu w kuchni celem kulinarnym była dla mnie największą karą... Cóż, jak to mówią, tylko krowa nie zmienia poglądów :)
Takie mam marzenia... A rzeczywistość jest trochę inna. W następnym poście mam nadzieję pokazać zdjęcia mojej obecnej kuchni - będzie baaaardzo, baaaardzo strasznie, więc jeśli ktoś będzie miał ochotę poczytać i się z nią zapoznać, to bardzo proszę nie robić tego przed snem (koszmary mogą się później przytrafić) i najlepiej nie po ciemku. No, chyba, że ktoś lubi się BAĆ....














.jpg)

















