...no bo jak to jest? Pierwszymi oznakami wiosny chwaliłam się w połowie stycznia. I co? Dalej nie ma wiosny, takiej prawdziwej; są co prawda pączki, listki i takie tam. Ale jeszcze kwitnącego żonkila w okolicy nie widziałam. Przedwiośnie... tylko czemu tak długo trwa??? Ja wiem, wiem, niektórzy to jeszcze śnieg mają, ale ze śniegiem to tak ładnie i czyściutko, a przedwiośnie to... ani biało, ani zielono... no kiszka i tyle:( No więc, mając powyższe na uwadze stwierdzam, że u nas w tym roku wiosny nie będzie. A dokładniej, nie będzie wiosennych porzadków. No bo niby po co? Remont ma być, to wszędzie kurz i pył i inne takie mało ciekawe zjawiska, więc jaki sens w urobieniu się po pachy po to tylko, żeby za pięć minut wszystko się kurzem znowu pokryło??? Ale to nie jest tak, że ze mnie taki brudas totalny jest, nie myślcie sobie:) Coś tam posprzątam od czasu do czasu, podłoge umyję, kurki wypoleruję przy umywalce:) Odkurzę nawet, i to całkiem często - no wiecie jak to jest przy włochatym psie: odkurzanie to konieczność. Może nawet wykładzinę przed świętami wypiorę... ale generalnie porządków wiosennych nie będzie w tym roku:) Bo wiecie co? Na przekór przedwiosennemu przesileniu, które niektórzy zwą sezonową chorobą afektywną, a ja zespołem smutku (SAD - seasonal affected disorder) i na przekór ujemnemu balansowi w banku (to wszystko przez ten olej opałowy, co to się nam skończył, paskudnik jeden, i trzeba było kupić, bo inaczej by dalej było brrrr... zimno) zabraliśmy się za kuchnię!
Czy ja kiedyś wspominałam o oknach w naszej "rezydencji"??? Nie??? Toż to strata niepowetowana - nadrabiam natychmiast: okna są plastikowe, oczywiście. Ale to pikuś. To, co spędza mi sen z powiek w związku z oknami (bo generalnie są jeszcze inne związane z chałupą problemy spędzające mi sen z powiek) to piękna warstwa kleju, tudzież innego świństwa na tychże oknach. Ja nie wiem na co, po co i dlaczego, ale osoba mieszkająca tu wcześniej, z sobie tylko znanych powodów uprawiała radosną twórczość polegającą na przyklejaniu do okien różnego rodzaju taśm samoprzylepnych. Taśmy zostały po pewnym czasie zerwane, jak mniemam, tylko kurcze, dlaczego nikt nie pofatygował się zmyć pozostałości kleju????? Klej się przykleił w związku z tym na zabój, i ruszyć go teraz to... już moje zmartwienie i pobożne życzenie:)
Na jako takie usunięcie kleju z kuchennej ramy okiennej zużyłam pół pojemnika WD40 i pół dnia:) Efekt jest nieco mniej niż zadawalający. A oto ja przy pracy:
W czasie kiedy ja się babrałam z ramą okienną, vonZeal zabrał się za naszą ulubioną "ścianę płaczu", którą przedstawiłam już wcześniej w drastycznym poście o mojej kuchni. Chodzi o tę ścianę, przy której moja fantazja ułańska mówiła 'pass':). Kochani Ludkowie moi, oto vonZeal po dwóch godzinach skrobania ściany:
a tu po kolejnej godzinie:
Efekt jest taki, że w ciągu jednego dnia udało się zeskrobać 33,3% jednej ściany:):):) Ja mówiłam, że przy tej ścianie wymiękam, i... nie myliłam się:) W chwili obecnej mili Państwo owa ściana wygląda tak:
Ja bardzo przepraszam, że tyle fotografii tej ściany zamieszczam, no ale taka jestem z niej dumna, że nie wiem, hehehehehehe:) No popatrzcie sami, taka mi się chcąc nie chcąc rustykalna kuchnia zrobiła. Ot, powiew Prowansji w wersji 'stara ruina':):):). W każdym bądź razie, vonZeal stwierdził, że w naszej chałupie jedna rzecz została wykonana bardzo efektownie i profesjonalnie: fuszerka! Phi!!! O tym to ja już wiem od dawna:)
Ale mili moi, żeby tak dramatycznie nie było, że z tą wiosną to w tym roku kicha, i tak dalej, to tak na osłodę pokażę kilka zdjęć z wczorajszego spaceru Dyziowego. Dzień całkiem ładny był, to i oprócz psa zabrałam na spacer aparat:
A w ogrodzie takie cosie dały się nam sfotografować:
I jeszcze takich gości wypatrzyliśmy (muszę koniecznie podkreślić, że goście ci strasznie hałasują):
Wróbelek:
Sikorka modra modraszką zwana:
Rudzik:
i jeszcze takie coś (nie wiem co to i skąd się wzięło, hehehe:))
Ptaszki są, kwiatki są... może jednak będzie wiosna????





















































