piątek, 28 grudnia 2012

Pan Miś / Mr Bear

Jakaś taka nuda twórcza mnie dopadła ostatnimi czasy - nie bardzo wiedziałam co ze sobą zrobić, a coś chciałam. Chciałam spróbować czegoś nowego. No i w rezultacie zakupiłam sobie książkę, że niby pod choinkę:) Książkę, którą większość z Was doskonale zna, a ja dopiero poznaję:) Oto pierwszy twór z owej książki - Pan Miś. Oczywiście - jako mój pierwszy Tildowy projekt - Pan Miś nie jest doskonały. Nie mniej jednak jestem z niego dość dumna, i w związku z tym pokazuję:) Miś ma nierówne uszy, i zezowate oczy, ale jest mój!! O proszę:)

* * *

I  seemed to have suffered from a sort of "creative boredom" recently feeling like I wanted to do something, but not knowing what it was.  I only knew I wanted to do something new. As a result of that urge I bought a book, supposedly a christmas present from myself to myself. A book, that many of you know already, and I am only just getting to know it:) So here is my first creation out of the book - Mr Bear. Obviously, as he is my first ever Tilda project he is not by any means perfect; his ears are not even, and his eyes are somewhat crossed. It doesn't really matter to me - he is my baby and I am proud of him. Say hello to Mr Bear:)


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w 100% zrobiła misia według przepisu:) Po pierwsze oczy wyszyłam błękitną muliną (co może nie okazało się strzałem w dziesiątke, ze względu na powstały "zezol"), bo nie miałam pod ręką niebieskiej farby do tkanin. Ani żadnej niebieskiej dla ścisłości. Z tego też powodu nos nie jest namalowany, ale przyklejony. No i zdecydowałam jeszcze, że dżinsowemu misiowi nie będzie pasować kokardka ani jakaś tam aksamitka - zdecydowałam pójść na całość i dałam mu prawdziwy, męski krawat:) Z guziczkiem:)

* * *

Typically of me, I couldn't do everything as the pattern says. Firstly I embroided his eyes, since I had no blue fabric paint on hand (in fact I had no blue paint on hand at all). His nose has been cut out of black felt and glued to his head. I also decided that a denim bear will not look right with a ribon or a bow, so I gave him a proper grown up tie:) With a button!


A potem już przyszła głupawka kreatywna i na polecenie vonZeala, Pan Miś dostał czapkę zrobioną na szydełku i torbę listonoszkę i..... słuchawki do odtwarzacza plików mp3 :) O!!!

* * *

And then the "creative sillies" appeared and by vonZeal's recommendation, Mr Bear was equipped with a crochet hat and a man bag and.... headphones for his mp3 player:)


I uroczyście oświadczam, że w najbliższej przyszłości nie będę pokazywać więcej moich własnych Tildowych tworów, o ile nie będą one perfekcyjne.... W moim mniemaniu oczywiście :)
Pozdrawiam i życzę wraz z Panem Misiem miłego weekendu:)

* * *

I would like to say that in  future I will not be showing any more of my Tilda projects unless they are perfect... in my opinion of course:)
Have a wonderful weekend!

środa, 26 grudnia 2012

W kwestii ciasta.... / Let's talk about cake

No i jak tak kochani moi??? Brzuszki zaokrąglone ładnie po świętach??? U nas tak, oj tak.... (chyba będę musiała reaktywować Poniedziałkowy Klub Motywacyjny, hehehehe)... Spacerki odbyte w celu pozbycia sie niewielkiego nadmiaru kalorii??? U nas nie.... pogoda nie sprzyja wychylania nosa za drzwi - leje jak zwykle:) I właściwie przez całe święta tak było. W związku z powyższym, musielismy się jakoś pocieszać, tak??? Więc siedząc przy kominku w którym radośnie tańczyły płomienie, raczylismy się naszym nietradycyjnym Christmas Cake. Po wielokrotnym dokarmieniu ciasta, a także po jego ubraniu w warstwę marcepanu i icingu, moje ciasto wyglądało tak:

* * *

Hello dear friends? How are you doing after Christmas??? Did your tummies become slightly rounder? Ours did, unfortunately (I think I might have to reactivate my Motivational Monday, hehehe). Have you done your constitutional walks to get rid off the excess calories? We have not.... the weather outside is not inviting enough to stick a nose past the doorway - it is raining; again... as it was for most of this Christmas:( So, what can we do? We sit in front of the fire and eat our slightly non-traditional Christmas cake. After much feeding and after dressing the cake in a layer of marzipan and white icing, the cake looked like this:



Jak już wspomniałam TU ciacho po upieczeniu zawijamy szczelnie w folię aluminiowa i zamykamy w pojemniku. Co tydzień należy ciacho odpakować i nakarmić (w tym celu robimy dziurki w cieście i  polewamy wierzch alkoholem). W dzień przed wigilią po raz ostatni wyciągamy ciasto z folii. Smarujemy ciasto cieńką warstwą dżemu (ja użyłam truskawkowego, bo akurat taki miałam pod ręką), po czym przykrywamy warstwą rozwałkowanego marcepanu (użyłam gotowego marcepanu Dr Oetker). Wygładzamy i odstawiamy na 24 godziny. Następnego dnia delikatnie zwilżamy marcepan wodą po czym przykrywamy ciasto rozwałkowana warstą icingu, czyli lukru plastycznego (uzyłam royal icing Dr Oetker) i ozdabiamy według uznania. 

* * *

As I mentioned HERE the cake after being made has to be wrapped tightly in kitchen foil and put into an airtight container. Every week it needs to be taken out of the container and unwrapped and then fed. To do so, we need to make several holes with a kebab skewer and pour a bit of alcohol over the top of the cake. A day before Christmas Eve unwrap the cake for the very last time. Spread a thin layer of any jam on the top and sides (I used a strawberry jam) and then cover it with a layer of freshly rolled marzipan (I used Dr Oetker). Smooth it out and leave for 24 hours. The next day wet the marzipan layer slightly and then put a layer of freshly rolled icing on top of the cake (I used Dr Oetker Ready to roll Royal Icing), smooth and decorate as you wish:)  



No i teraz powiem Wam to na co niektórzy czekają - kochani; w życiu nie jadlam tak cudownie dobrego Christmas Cake. Jest wspaniałe, mocno owocowe, wilgotne, CUDOWNE!!!!! Zdecydowanie do powtórzenia za rok. Naprawdę polecam!

* * *

To finish the post off I need to tell you that I have never ever had such a wonderful Christmas Cake before. It's  gorgoeus, fruity and moist. LOVELY!!!!! Absolutely to be made again next year. Highly recommended:)


sobota, 22 grudnia 2012

Merry Christmas to you :)

Z życzeniami Wesołych Świąt od Moorlandowej Załogi:)

* * *

Merry Christmas to you:) from Moorland Home...


video

 

czwartek, 20 grudnia 2012

Proste a cieszy. / Simple but sweet:)

Wczoraj było o dykcie, dzisiaj będzie o świątecznych świeczuszkach:) Takich prostych, że głowa mała. No sami zobaczcie!

* * *

Yesterday I wrote about my old tatty board, today I will write about christmasy candles - a decoration so simple, it's shocking:)  



A zatem potrzebujemy pojemnik szklany (może być puchar na lody, kieliszek do wina, cokolwiek), jakieś jagódki, liść ostrokrzewu, albo mała gałązka choinki, mała szyszka.... i woda. wlewamy wodę do pojemnika, dodajemy nasze "zielono-czerwone" (inne zestawienia kolorystyczne są oczywiście jak najbardziej dozwolone). I dodajemy pływającą świeczuszkę:) U mnie w roli pływającej świeczuszki występują najzwyklejsze tealighty, bo jak odkryłam, one też pływają:)

* * *

We need a glass container (a wine glass, vase, anything), some berries, a holy leaf, or fern or a small cone.... Pour water into the container, place the green-and-red bits (other colours ar obviously acceptable), and add a floating candle. I put the most ordinary tealight, because - as I discovered - they float as well:) 





Jak dla mnie - slodkie:)

* * *

I think they are lovely:)


Do kompletu z lampionikami, powstał pojemnik na tealighty. Wykorzystałam słoik po kawie, ostrokrzew, choinkę, jagódki, pasek płótna zgrzbnego i ciut ciut sznureczka:)

* * *

I also made a little container for tealights to go with the lanterns. I used an old and empy(!!!) coffee jar, holy, berries and fern, as well as a small piece of burlap and twine.



Na mojej choince zawisły w końcu chyba najbardziej bożonarodzeniowe dekoracje:) Muszę wytłumaczyć, że ja, jako dziecko kryzysu, pamiętam czasu, kiedy pomarańcze były dostępne wyłącznie, powórzę: WYŁĄCZNIE w okresie Bożego Narodzenia. I do dzisiaj pomarańcze i ich zapach kojarzą mi sie ze świetami. I tak juz pewnie zostanie:)

* * *

I managed eventually to hung on our tree the most christmassy decorations:) I must explain, that I was growing up in times, when in Poland oranges were available ONLY during Christmas! And to this day, oranges and their scent link me directly to Christmas.... and I guess it will stay like that forever:) 



A na zakończenie chciałam mojemu Tacie złożyć życzenia:) Bo mój Tato disiaj moi mili kończy 65 lat!!!! Sto lat i duuuuuuuuużo zdrowia, Tato!!!

* * *

And finally I want to say happy birthday to my Dad, who is 65 today!!!! Happy birthday Daddy:) 


środa, 19 grudnia 2012

Prowizorka :) / For the time being :)

W Moorlandowej Chałupie mamy kominek. Ale taki prawdziwy, otwarty. No super wydawać by sie mogło:) Ale nie do konca, zwłaszcza w zimie... pomyślicie pewnie, że mnie dokumentnie pogieło... w zimie na kominek narzekać:) Ale jest ku temu powód. Bo w zimie, jak wiadomo, zimno jest na zewnątrz. A w kominku nie pali sie bez przerwy.... no i jak sie nie pali to przez komin nam zimno do chałupy nawiewa:) Ja wiem, że są na to sposoby, jakieś baloniki sie w komin wkłada i inne takie, ale z balonkiem jakoś nam nie po drodze, a inne takie chwilowo nie po portfelu:). Więc żeby nie marznąć w domu kiedy w kominku akurat się nie pali, wymyśliliśmy rozwiązanie prowizoryczne - zastawiłam dziurę dyktą, starą i dziurawą dyktą, która pozostała po jakimś rozbitym lustrze. Działało całkiem nieźle, naprawdę; tylko wizualnie jakoś tak mi nie do końca pasowało:) No to wymyśliłam, że dyktę pomaluję, święta idą pomyślałam, to może choinkę jaką walnę... No więc jak zwykle wlazłam na Pinterest w poszukiwaniu weny i mi sie odwidziała choinka, a zamarzył napis. Cytat z kolędy sobię zapodam - myślę:) No i już wyciagam farby i pędzle i obmyślam który cytat i jaką czcionką i nagle.... puk puk, jest tam kto??? Myślę sobie: "no co za osioł ze mnie, żeby kolędę sobie zapodawać na dykcie - wszak rozwiązanie to prowizoryczne, a jak wiadomo wszem wobec i każdemu z osobna, prowizorka zawsze trzyma się najdłużej. No i jak ja na Wielkanoc z cytatem z kolędy będę wyglądać????" No więc dalej myślę. I wymysliłam.... Bo jest jedna jedyna rzecz na którą narzekam tu bez przerwy: pogoda. Kochani tutaj naprawdę jest paskudna pogoda. No prawie non stop. A zatem:

* * *

We have a fire place in Moorland Home. a real thing, you know - open fire. It seems nice to have one like that, but unfortunately it is not always the case, particularily in the winter. You might think I am a bit crazy to be complaining about a fire place in the winter. But there is a reason for that, believe me. As you know it usually is cold in the winter time and the fire is not on for 24 hours a day. So.... when the fire is not on, the cold air is coming right down the chimney and makes us shiver:) I know there are ways to deal with this sort of things, but somehow we didn't manage to get on with them. So in order not to freeze we made up a "for the time being" solution - I put an old, holy MDF board in front of the fireplace:) It did work quite well, but the old board sort of didn't agree with me visually. I thought about painting something on it, a christmas tree or so, but after searching through Pinterest for an inspiration I decided to go for typography instead. I wanted to have a carol quote; but then I remembered that solutions"for the time being" last longer than a couple of days, and it would be a bit odd to look at a carol quote around Easter. So I went for this instead:)


W chwili obecnej dziura przykryta jest takim napisem:) No i przynajmniej jest prawdziwie.

* * *

So now, for the time being, the hole is covered with this, and it is so more true to the fact, since as some of you might know it is usually frightful outside:)



Z braku jakiejkolwiek innej czarnej farby pomazaklam moją dyktę tablicówką:) I musze przyznać uczciwie, że dużo sie nauczyłam robiąc ten napis. Po pierwsze, żeby wzoru pod litery nie robić na zwykłym papierze do drukarki, bo jest za cienki. Po drugie, żeby sie nie spieszyć i pozwolić farbie wyschnąć. I po trzecie, żeby przykryć wszystko dookoła przed użyciem farby w spreju (a zwłaszcza takiej, której sie jeszcze nie używało).... Ale ostatecznie zrobiłam i dykta ozdobiona spełnia swoją fukcję:)

* * *

Due to not having any other black paint, I used a blackboard paint. I also have to say that making this sign tought me a lot. Firstly, that it is not verye wise to make stensils on ordinary printing paper, as it is just a touch too thin. Secondly, not to rush and let the paint dry. I mean DRY! And thirstly, to cover everything around before spraying the final word.............
But somehow I managed to finish, and the decorated board functions well. For the time being:)
PS. I am linking my old, tatty board full of holes into few blog parties, which the links to you will find at the botton of my side bar on the right:)



niedziela, 16 grudnia 2012

Wielkie pieczenie i moda świąteczna:) / Great Christmas bake-off and Christmas fashion

Już tylko tydzień do świąt. Z tej okazji w Moorlandowej Krainie wczoraj odbyło sie doroczne Wielkie Pieczenie. Z vonZealem w roli głównej oczywiście. Na pierwszy rzut poszły tradycyjne 'mince pies', czyli babeczki z nadzieniem 'mincemeat', które notabene z mięsem nie ma absolutenie nic wspólnego. Mincemeat to bowiem mieszanka jabłka, suszonych owoców, nandyzowanych skórek i przypraw.... Mniam:)

* * *

Woohooo!!! Only one week left till Christmas:) Having that in mind, yesterday we had a huge traditional Christmas Bake-off in our Moorland Home. With my beloved vonZeal playing the main part of the chef of course:) The first were mince pies.... Yummmmmmmmy:)



Z mięsem natomiast wiele wspólnego mają 'sausage rolls'. To takie, hmmm..., paszteciki - również mniam:)

* * *

The second were sausage rolls:) Equally yummmmmmmmmy:)


A produktem ubocznym wczorajszego Wielkiego Dorocznego Pieczenia został nasz obiad - quiche. vonZealowi zostało bowiem co nieco ciasta (swoją droga jest to niezwykle pyszne ciasto, ale bardzo bardzo "niegrzeczne", zawiera ono tyle tłuszczu, że aż tyłek rośnie od samej myśli, ale smakuje niebiańsko:) - jeśli ktoś jest zainteresowany przepisem to niech da znać:), więc po szybkiej burzy mózgów, na obiad przygotował takie cudeńko... Nie muszę chyba nikomu mówic, że bylo... MNIAM:)?!  

* * *

There was also a side product of the bake off - the quiche, our dinner:) vonZeal knocked it up quickly having been left with some extra pastry (btw, the pastry is AMAZING but very naugty, really, it has so much fat in it that your bum will grow just thinking about it:) But it's taste is to die for) Please let me know if you are willing to try it - I will give you the recipe). Do I really have to mention that the quiche was.... yummmmmmy?!?!?


W czasie kiedy mój osobisty piekarz i cukiernik wyżywał się kulinarnie, ja mogę spokojnie przygotować się do kolejnej świątecznej imprezy branżowej. Jak wiadomo okres świąteczny to wzmożony czas tego typu imprez, szczególnie jak ktoś - tak jak wasza deZeal - jest zawziętym chórzystą:) To wtedy już naprawdę koncert za koncertem, imprezka za imprezką, hahaha....
No ale do rzeczy; jak mawiał mój matematyk: 'diabełek drzemie w szczególikach'. Dlaczegóż by zatem nie zacząć od drobnego szczegółu jakim są nasze paznokcie?? Paznokcie, jak chyba wszystkie wiemy, mają to do siebie, że lubią się łamać wtedy kiedy nie powinny. I mnie się własnie wczoraj złamały dwa:( Nie pozostało mi nic innego jak je elegancko przyciąć i przejechać bezbarwnym lakierem. Ale żeby nie było zbyt nudno, na jednym z nich wymodziłam czapkę:) Proste jak drut: malujemy końcówkę paznokcia na biało, ponizej również białym lakierem robimy kropę; kiedy biała warstwa wyschnie, malujemy resztę czerwonym lakierem - jak poniżej:) Efekt - bomba!

* * *

When my lovely personal chef was doing his magic in the kitchen, I was able to prepare myself for a Christmas party. As you know Christmas time is the time of more intense partying activity, and if by any chance you are a devoted chorister, then these parties are even more intense - we all like a bit of carolling, don't we?
Anyway - as my math teacher would say "the devil snoozes in a detail". So why not start with your nails? We all know that our nails like to break exactly when they should not. Mine also broke just yestarday, so I had no other choice, but to trim them significantly and cover with colourless polish. But to make them less boring I painted a little Santa's hat on one of them (idea PINspired;). Simple and very efective!


Kolejny szczególik to odpowiednie ubranie folderu z muzyką. Tym razem opakowałam mój folder w świąteczny papier i przewiązałam okładkę czerwoną wstążką:) Efekt - również kapitalny według mnie. Jeśli ktoś z czytających jest chórzystą, zachęcam do opakowania folderów na wasze koncerty kolęd:)

* * *

Another detail I was quite pleased with was dressing up my music folder:) I covered it with a christmas wrapping paper and glued a red bow to it. I think it looked great!



Wreszcie w naszej imprezowej modzie świątecznej nie może zabraknąć czapki mikołaki oraz bożonarodzeniowych świecidełek i dekoracji, na przyklad lamety:)

* * *

Finally our christmas fashion is not going to be complete without Santa's hat and tinsel:)


No i juz można świętować śpiwająco:)

* * *

Geared like that we can start partying!!!!


A na zakończenie ostrzeżenie: uwaga z przebraniem a'la Rudolf - czewononosy renifer! Nos skutecznie powstrzyma was od spożywania czegokolwiek plynnego, o ile to coś plynne nie jest w misce:) Ściskam i zyczę milego tygodnia!!

* * *

And to finish off, just one word of warning. If you decide to dress as Rudolf the red nose reindeer, please remember that the glowing nose will very succesfully prevent you from consuming anything liquid as long as the liquid is not served to you in a bowl:(
Have a lovely week:)

piątek, 14 grudnia 2012

Powolutku.... / Slowly

nadchodzą święta zimowe:) Dom pachnie pierniczkami, o ktorych pisałam TUTAJ (przy okazji przypomniało mi się, że muszę koniecznie zrobić więcej... te które przygotowałam do tej pory, znikają w tempie zastraszającym, a do świąt jeszcze bądź co bądź 10 dni). Nieziemski zapach roztacza też Christmas cake, o którym pisałam TUTAJ :) - co tydzień wyciągam to ciacho z pojemnika w którym dojrzewa, odpakowuję z folii i... dokarmiam (czyli polewam je łyżką lub dwoma alkoholu, zrobiwszy wcześniej kilka dziurek w cieście). Pachnie jak w niebie:)
Również i wizualnie w domu coraz bardziej świątecznie. Zrobiłam wczoraj wieniec, który zawisł w domu. Myślę, że wygląda nie najgorzej:)

* * *

Christmas is coming. The house is full of wintery spicy scents. You can smell ginger cookies I worte about HERE (btw, it reminds me I have to make another batch rather soon - those I made earlier are disappearing quickly, and it is still 10 days till Christmas!!!). My Christmas Cake I wrote about HERE, gives away equally divine smell - every week I unwrap the cake from the foil and I feed it, which basicly means pouring a spoon or two of alkohol, having made a few wholes in the cake before...)
The house looks more fastive. Yesterday I made a wreath, which now is hanging on one of the doors. I think it is not too bad:)


Wieniec powstał z ostrokrzewu, choinki i jeszcze czegoś takiego co mi rośnie w ogrodzie i ma czerwone owoce, a ja nie mam pojęcia jak sie nazywa... Dodatkowo sprezentowałam wiankowi "kokardę" ze zgrzebnego płótna:)

* * *

I made it using garden finds: holy, fir tree and something else that grows in the garden but I have no clue what it is (it is the thing with red berries on). Additionally I gave it a "bow" made of hessian.



Na drzwiach wejściowych zawisł zeszłoroczny wieniec. Jedynie naprawiłam go co nieco za pomocą pistoletu na klej i zawiązałam świąteczną czerwono-złotą kokardę:)

* * *

On the main door I hung last year's wreath. Since it was falling apart a bit, I glued it together with a hot glue gun and added a Christmassy bow.


W co poniektórych doniczkach pojawiły się słomiane anioły....

* * *

In some of my plant pots straw angels appeared:)


No i oczywiście pojawiła się choinka:) Żywa i pachnąca:)

* * *

And a Christmas tree apperead as well. A real and lovely smelling tree:)


 


Ostatnimi czasy zajęłam sie hurtową produkcją śnieżynek.... Niektóre z nich znalazły swoje miejsce właśnie na choince.

* * *

Recently I was really busy producing masses of crochet snowflakes. Some of them found their home on the tree:)



No i oczywiście nie może obyć się bez bardziej przyziemnych przygotowań, czyli bez mycia okien, sprzątania, zakupów, szukania podarków. I bez spotkań z Mikołajem. Ciekawe czy Święty uważnie wsłuchiwał się w nasze marzenia......

* * *

And of course we can't go on towards Christmas without cleaning, washing windowe, shopping, sesrching for the right gifts and.... meetings with Father Christmas. I wonder if our dreams will come true this year:)

piątek, 7 grudnia 2012

Sto lat / One hundred years

Gdyby żył, dzisiaj skończyłby 100 lat. Mój Dziadek, artysta, osoba o niezykłym życiorysie, o którym pisałam TU (a i pewnie jeszcze nie raz napiszę). Z tej okazji w jego rodzinnym mieście, w muzeum w Kętach, jutro otworzona zostanie wystawa prac dziadka. Kto ma blisko, zapraszam:) A na przełomie stycznia i lutego podobna wystawa poświęcona jego dorobkowi odbiędzie się w Bielsku. Też zapraszam, ale o tym jeszcze napiszę:) A póki co.... ściskam Cię Dziadku mocno!!!! 

* * *

If he was still alive, he would be 100 years old today. My Granpa, a person with an exceptionaly interesting life, which I wrote about HERE. I do promise I will try to translate this article really soon..... Tomorrow in his hometown - Kęty, there will be an exhibition open to mark his 100th birthday. If you are close to Kęty, do come:) Also in January, there will be a similar exhibition, but in Bielsko-Biała; I will write about this one closer to the time. But for now..... birthday hugs for you Gradpa!!!









I jeszcze mała próbka jego dorobku....

* * *

And to finish, just a little sample of his tremendously huge legacy...